LONG WAY daleka droga.Turystyka motocyklowa,wyprawy Hayabusa po Europie.


Idź do treści

Sezon2009

Zrealizowane wyprawy

Wyprawy motocyklowe

Przygotowania na tego roczną wyprawę wymusiło zmianę kufrów na większe oraz przeróbkę stelaży, tym razem wojaż przebiegać miał we dwoje.
Dla Ani mojej towarzyszki w podróży, była to pierwsza, dalsza „wycieczka” na motocyklu.
Wyruszyliśmy z Gniezna, by tego samego dnia dotrzeć do Gliwic, tam noc spędziliśmy u naszych znajomych Krzyska i Magdy (pozdrawiamy). Kolejny dzień przyniósł deszcz, wpłynęło to dość sugestywnie podczas zwiedzania Oświęcimia.Pochmurna pogoda towarzyszyła nam aż do Słowacji, gdzie spędziliśmy pierwsza noc w naszym nowym domku, namiocie typu „iglo”, tak spędzaliśmy większość nocy, zmieniały się tylko plenery. Ranek przywitał nas słońcem, które utrzymywało się prawie do końca wyprawy. Z Słowacji skierowaliśmy się na Węgry do Budapesztu, dalej kierunek do granicy z Serbią, noc spędziliśmy jeszcze po stronie Madziarskiej. W Serbii odwiedziliśmy Belgrad, w przygranicznych wioskach z Bośnią i Hercegowiną mogliśmy przekonać się jakie żniwo spustoszenia wśród ludzi przyniosła wojna, obrazowały to liczne „przy domowe” małe cmentarzyki.


Kolejny kraj to Bośnia i Hercegowina oraz stolica, Sarajewo. Miasto to pomimo ogromu zniszczeń podczas wojny, teraz nie daje się poznać od strony tamtych tragicznych chwil, zwiedziliśmy także Mostarę z wizytówką tego miasta, pięknym starym łukowym mostem, w dalszej kolejności Medjugorie miejsca objawień Maryjnych. Po paru dniach jazdy przyszła kolej na pierwsza kąpiel w morzu w Adriatyku nieopodal Dubrownika.

Następny poranek to wspaniały wschód słońca w Czarnogórze i mgła unosząca się nad tafla spokojnego morza...co za widok...dalej droga na północ do Podgoricy, miasta nie przypominającego stolicy, raczej mającego prowincjonalny wygląd.
Kolejne przejście graniczne, które przyszło nam przekraczać wiodło do kraju w którym obywatele pokochali mercedesy, auta te były najczęstszym widokiem na drogach i reprezentowały się we wszystkich modelach i rocznikach. Na nas natomiast ze wszystkich odwiedzonych państw podczas tej podróży, kraj ten wywarł największe wrażenie . Albania jest bardzo gościnna, ciepłe morze, przepiękne widoki, słonce, pyszne świeże owoce od przydrożnych handlarzy. Zastrzeżenia mamy tylko do kierowców samochodów, również „mietków”, reprezentują oni idiotyzm na drodze...brawurowa jazda, prędkość, wyprzedzanie na trzeciego...itd, odzwierciedleniem tego była największa ilość wypadków jaką widzieliśmy podczas całej wyprawy.

.

W kraju Skanderberga odwiedziliśmy Tiranę, Durres, antyczne miasto w Butrint, spędziliśmy tez noc na plaży w śród bunkrów, karmiliśmy oczy widokami pięknych gór jadąc do Sarandy...
Z Albanii, obraliśmy azymut na południe do Grecji.Gdy dotarliśmy do mostu Rion-Antrion, który jest największą tego typu konstrukcją na świecie, przekroczyliśmy go i dalej jechaliśmy półwyspem Poloponeskim na wschód do Aten. Z różnych względów Ateny nie udało nam się zwiedzić zbyt dokładnie, ale niech to będzie argumentem do powrotu w przyszłości.

Kolejnym kierunkiem naszej trasy był kraj Aleksandra Wielkiego. W Macedonii odwiedziliśmy ruiny antycznego miasta Stobi, spędziliśmy noc w najwyżej położonej miejscowości na Bałkanach w Kruszewie, w mieście tym wybuchło w 1903r. pierwsze powstanie w Macedonii przeciwko Turkom. W okolicach jeziora Ochrydzkiego zaskoczyło nas spotkanie z żyjącymi tam żółwiami, uratowaliśmy jednego od śmierci pod kołami samochodu, biedaczek spacerował sobie beztrosko po jezdni, zawitaliśmy również do Skopje, gdzie wypiliśmy kawę po macedońsku (Macedończycy nie lubią jak określa się ją mianem „po turecku”).
Następne państwo i stolica to Bułgaria i Sofia, dalej kierunek na wschód nad Złote Piaski,gdzie nie dotarliśmy planowo. Podczas postoju podjął z nami rozmowę mieszkający tam francuski motocyklista, po konwersacjach na różne tematy zostaliśmy zaproszeni na kolacje i nocleg.
Późnym popołudniem dnia kolejnego dobrnęliśmy do brzegu morza nieopodal Sozopolu, rozbiliśmy na plaży namiot i do zachodu słońca oddawaliśmy się zabawą na falach zburzonej wody .
Pierwsze kilometry po Rumunii doprowadziły nas do Tulcea, nie opodal delty Dunaju.
Po drodze zrezygnowaliśmy z kąpiel w rumuńskiej części morze czarnego, odstraszyła nas ilość turystów na plażach i ulicach Konstanty.



W następnej kolejności podążyliśmy do Bukaresztu, gdzie w połowie drogi do stolicy, podczas wjazdu na łąkę na której rozbiliśmy obozowisko na noc o mały włos nie „urwałem” miski olejowej o wystającą z ziemi stalową rurę. Skończyło się na małym wyciekiem w okolicach nakrętki spustowej oleju. W Bukareszcie kupiłem slikon i miejsce to uszczelniłem.
Częstym miejscem odwiedzanym przez turystów jest Siedmiogród, zwany też Transylwanią nas
tam też nie mogło za braknąć. Rejon ten jest znany z zamku Drakuli, który nie zrobił na nas wielkiego wrażenia, kolejne przereklamowane miejsce typu jezioro „LochNess”...
Życie pokazuje,że wspaniałe miejsca nie potrzebują reklamy by zachęcić do odwiedzenia.
... Brasov, Bacau, Vaslui i stanęliśmy na granicy z Mołdawią, po drodze do Kiszyniowa śniadanie jakich wiele, złożone z świeżych owoców kupionych od przydrożnych handlarzy, kolejna granica z….
...ten kraj mieliśmy zamiar ominąć. Republika Naddniestrzańska, państwo nie respektowany przez
większość narodów świata poza Abchazję i Osetię Południową, gdy myśleliśmy że jesteśmy na
Ukrainie, właśnie tkwiliśmy w samozwańczej republice. Po kilku korupcyjnych zachowaniach ze strony policji i celników, po perypetiach z wypełnianiem dokumentów udało nam się wydostać i stanąć po ukraińskiej stronie. Droga jaką przyszło nam jechać dalej to jeden z najgorszych odcinków jaki napotkaliśmy dotychczas, sytuacja diametralnie zmieniła się gdy dotarliśmy do drogi łączącej Kijów z Odessą, od tej pory ukraińskie drogi były dobrego standardu (jak na tę część Europy). Stolica nad Dnieprem robi wrażenie. Kijów nie jest tani jeżeli idzie o noclegi, a naprawdę potrzeba czasu by zobaczyć go choćby „przelotnie”. Z całą pewnością to co zobaczyliśmy jest już nasze i nikt nam tego nie odbierze, chociaż chętnie tam wrócimy.
Mieliśmy również zamiar odwiedzić Czarnobyl, ale zdrowy rozsądek podpowiadał nam
, że miejsce to nie jest turystyczną atrakcją i należy to uszanować.
Po drodze w kierunku do Polskiej granicy zatrzymaliśmy się na dwa dnie we Lwowie w hotelu George na ul.A.Mickiewicza 1, który nieprzerwanie działa od końca XVIIIw. , warto tam spędzić choćby jedną noc. Po raz pierwszy podczas tego wojażu motocykl nie był użytkowany,odpoczywał w małym pomieszczeniu znajdującym się obok głównego holu w hotelu.
Lwów jest z wart wizyty i nie potrzeba go reklamować w odróżnieniu od zamku Drakuli.
W kraju zatrzymaliśmy się jescze na noc u znajomych nieopodal Łańcuta, a na
zajutrz po 27 dnia dotarliśmy do miejsca, z którego ta wspaniała podróż miała swój początek.




Podczas 9,5tyś. przebytych kilometrów odwiedziliśmy 14 krajów, wliczając w to samozwańczą republikę: Słowacja, Węgry, Serbia, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Czarnogóra, Albania, Grecja, Macedonia, Bułgaria, Rumunia, Mołdawia, Republika Naddniestrza i Ukraina.

.


Powrót do treści | Wróć do menu głównego